środa, 8 lutego 2012

Niedzielna wojna - AZS czy Czarni?

Nie, to nie jest zwykły ligowy mecz o dwa punkty. Jeśli ktoś także myśli, że rywalizacja AZS-u Koszalin z Energą Czarnymi to po prostu derby, to również jest w błędzie. To coś więcej, dużo więcej. To wojna, święta wojna, której nie wolno przegrać. Walka o honor i prestiż. -Wiem, jak ogromną wagę ma to spotkanie dla naszych kibiców i dlatego zapewniam ich, że zrobimy wszystko, by ten mecz dla nich wygrać - zapowiada Dainius Adomaitis, szkoleniowiec Czarnych.


Nie ma mowy o potraktowaniu tego starcia, jak każdego innego. Nie ma mowy, aby koło tego meczu przejść obojętnym. W Słupsku i Koszalinie to niedopuszczalne. Gdyby któryś z głównym bohaterów derbów miałby zamiar je odpuścić, byłby skończony. Kibice porażkę wybaczą, mimo że przed samym spotkaniem nikt nie dopuszcza jej nawet do myśli, jednak tylko wtedy, gdy na boisku miejsce będzie miała szalona walka, nieustępliwość, zadziorność, wręcz tyranie. Bilety na owe spotkania rozchodzą się jak świeże bułeczki. Dowód? W ubiegłym roku na mecz Czarnych z AZS-em w Słupsku, wejściówek nie było już po dwudziestu minutach! Jak na polskie realia i małą popularność koszykówki w naszym kraju, jest to wynik niewyobrażalny. Kolejny rekord padł w nocy z wtorku na środę. Dokładnie minutę po północy wśród słupskich kibiców ruszyły zapisy dla niezrzeszonych fanów Czarnych na niedzielny wyjazd do Koszalina. Miejsc zostało tylko kilkadziesiąt, bo pierwszeństwo mieli członkowie Stowarzyszenia Kibiców Słupskiej Koszykówki. To był prawdziwy wyścig z czasem! Serwer nie wytrzymał potężnego napięcia, a najszybsza siedemdziesiątka zapisała się w niespełna - uwaga - 2 minuty! Czy choć raz spotkaliście się z taką sytuacją odnośnie jakiegokolwiek innego wyjazdu kibiców koszykówki w naszym kraju? Ja nigdy, do dziś.

Derby rządzą się swoimi prawami, a te derby są wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju. Szkoda tylko, że obejrzeć ich nie będzie miała okazji spora liczba kibiców, którzy w tym samym momencie będą na innych koszykarskich halach. Ostatnia kolejka jest specyficzna, bo wszystkie mecze rozgrywane są tego samego dnia i o tej samej godzinie. Posunięcie na pewno sprawiedliwe, ale oglądalności Taruon Basket Ligi w TVP Sport niezbyt sprzyjające. Pierwszy mecz obu drużyn także był transmitowany i także w niesprzyjających "okolicznościach". Wówczas rzutem na taśmę, po pasjonującym widowisku, zwyciężyli słupszczanie. Bezpośrednią relację ze spotkania obejrzało wtedy blisko 12 tysięcy osób.


A Waszym zdaniem, kto tym razem wygra to jakże prestiżowe starcie?
--- Dostałem info, iż pojawiają się problemy z głosowaniem. Z góry przepraszam, jeśli dotyczy to właśnie Was. ---

wtorek, 7 lutego 2012

Wraca (jeszcze) mistrz! Kto powstrzyma Prokom?


Czy koszykarze Asseco Prokomu zapadli w zimowy sen? Nic z tych rzeczy. Po prostu, po "spektakularnym" odpadnięciu mistrzów Polski z Euroligi, o ekipie Tomasa Pacesasa mówi się dużo mniej, niż mówiło do tej pory. A przecież trójmiejska drużyna wciąż walczy w Zjednoczonej Lidze VTB, a na dniach dołączy do najlepszych ekip Tauron Basket Ligi.


Asseco Prokom tuż po odpadnięciu z koszykarskiej Ligi Mistrzów, rozegrał pięć meczów w komercyjnej VTB, z czego wygrał aż dwa z nich. Jednak zespół z trójmiasta z meczu na mecz wydaje się prezentować coraz to lepszy basket. Ich brak w dotychczasowej fazie sezonu Tauron Basket Ligi też był widoczny. Bez wątpienia ucierpiał wizerunek ekstraklasy, jak i jej poziom, który wydaje się, że odnotował spadek, choć chyba dawno liga niebyła tak nieprzewidywalna. Każdy z każdym wygrać mógł, i to dosłownie. Zwycięstw ŁKS'u nad Anwilem i Zastalem, Śląska nad Treflem i Czarnymi, Siarki nad Anwilem i Treflem czy PBG Basketu i Kotwicy nad Turowem, nikt się raczej nie spodziewał. Podobnie, jak na przykład pięćdziesięcio punktowej wygranej wicemistrzów Polski nad Polpharmą Starogard Gdański. I o ile to można brać jako pozytywny aspekt całego zamieszania z Prokomem, to niestety, ale ucierpieli także młodzi zawodnicy, dopiero co stawiający pierwsze kroki na najwyższym szczeblu koszykarskich rozgrywek. Ucierpiały także beniaminki ligi - ŁKS z Politechniką, w których owa młodzież występuje. Obie drużyny, choć nie tylko one, nie miały okazji skrzyżować rękawic z najlepszymi w kraju, a tym samym pokusić się o sensacyjny rezultat, jak i wielką satysfakcję, jakimi bez wątpienia byłoby pokonanie Asseco Prokomu. Ale tak już jest, że kiedy jedni czerpią z czegoś korzyści, inni muszą za to płacić. Od dawna w PLK istnieje przecież podział na równych i równiejszych. Teraz jednak Gdynianie wracają do gry, a ich powrót niekoniecznie może okazać się dla nich przyjemny.


Pewne już jest, iż Prokom rozegra mecze w Słupsku, Sopocie, Włocławku, Zgorzelcu i Zielonej Górze. W każdym z tych miast klub z Gdyni nie jest mile widziany, a przecież skandaliczna decyzja o zwolnieniu mistrzów Polski z rundy zasadniczej TBL jeszcze bardziej rozgoryczała tamtejszych fanów. Gorąco może być szczególnie w halach Czarnych, Trefla i Anwila. Już przy okazji ostatniego meczu w Słupsku, kiedy energetycy podejmowali Turów, gdy spiker przypomniał, iż do rywalizacji o mistrzowski tytuł wracają zawodnicy Prokomu, na trybunach natychmiast rozległy się gwizdy. A te z całą pewnością witać będą koszykarzy z Gdyni w każdej hali, w każdym mieście, przy okazji każdego ich rozgrywanego spotkania na wyjeździe. I oby tylko na tym się skończyło.


W koszykarskiej Polsce Prokom jest nienawidzony. Taka jest rzeczywistość. Możemy też być pewni, iż kibice każdych pozostałych drużyn będą pragnęli detronizacji Mistrzów Polski. I bez względu na to z kim będą oni grali, to jedność w kibicowaniu rywalom Asseco wydaje się być pewna i logiczna. Jednak czy wreszcie doczekamy się wspomnianej detronizacji klubu z Gdyni? Wydaje się, że lepsza okazja trafić się nie może. Prokom chyba jeszcze nigdy nie był tak słaby, a z obozu gdynian dochodzą coraz to nowe, zaskakujące informacje. Choćby ostatnia, jakoby drużynę miał opuścić jej lider - Donatas Moteijunas. Gdyby rzeczywiście tak się stało, to Tomas Pacesas miałby nie lada problem. Kto w takim razie, po ośmiu latach panowania "wszystko nam wolno" Asseco Prokomu, mógłby pozbawić mistrzów korony? Pewniakiem wydają się być ekipy Trefla i Turowa. Ci pierwsi rozgrywają swój najlepszy sezon, będąc pewnym liderem ligowej tabeli, zaś Turów gra falami, jednak kiedy mu już idzie, to jest piekielne mocny. Mocni są także Czarni i włocławski Anwil, choć w tych przypadkach tak kolorowo już nie jest. Gra słupszczan, którzy nie raz w trakcie trwania sezonu mówili o zdobyciu najcenniejszego trofeum, wciąż pozostawia wiele do życzenia i daleko jej do mistrzowskich aspiracji. Podobnie ma się sprawa z Anwilem, który prowadzi nielubiany we Włocławku Emir Mutapić. Bośniaka na Kujawach dość mają już niemal wszyscy i prawie każdy pragnie jego odejścia. Apetyt na sukces mają także zielonogórzanie, z fantastycznym Walterem Hodge na czele. Jak dla mnie MVP sezonu zasadniczego.


Swoją drogą jestem ogromnie ciekaw, co ugra w obecnym sezonie Taruon Basket Ligi drużyna Asseco Prokomu i jak potoczy się los Tomasa Pacesasa. Myślicie, że po tak fatalnym sezonie w pucharach Litwin pozostanie na swoim stanowisku?

piątek, 3 lutego 2012

Przebudzenie

fot. Łukasz Capar

Początek sezonu w jego wykonaniu to był dramat. "Co ten Kikowski, do cholery, wyprawia!" - mówiłem sam do siebie. Jednak po kilku rozmowach jakie miałem możliwość z nim przeprowadzić, jeszcze za czasu kiedy mu nie szło, utwierdziłem się w przekonaniu, że na tą optymalną formę Pawła warto będzie poczekać. I się nie myliłem.

Jego przejście do Energi Czarnych było wielkim zaskoczeniem dla tutejszych kibiców. Wielu nie ukrywało niechęci do jego osoby, a ja sam do owego transferu byłem sceptycznie nastawiony. Kikowski jednak, sam się zdziwiłem, szybko zyskał moją sympatię, jak i uznanie w moich oczach. Oczach kibica. Jego podejście do gry, do siebie samego, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło i uznałem, iż temu chłopakowi warto kibicować. Nawet nie dla tego, że w końcu gra dla klubu, którego kibicem jestem od lat, ale że jest to po prostu bardzo skromny facet z wielkimi ambicjami i werwą do gry. Kiedy mu nie szło i przez wielu już był wysyłany do domu, ja starałem się zauważyć te pozytywne cechy w jego grze. Jakie? Wielka zadziorność, charakter i nieustępliwość. Dla mnie, nawet gdy zawodnikowi nie idzie, ale gdy widzę, że robi wszystko by drużynie pomóc, taki gracz wiele zyskuje. A Kikowski niewątpliwie zalicza się do takich zawodników. Absolutnie nie chcę nikomu słodzić, ani także pisać, iż ja - Karol Sadowski - wierzyłem w Ciebie Pawle od samego początku, bo tak nie było. Pamiętam moją pierwszą rozmowę z Kikowskim, kiedy ten mówił o swojej nieudanej przygodzie za granicami kraju w następujący sposób: -To wszystko nie ułożyło się tak, jak miało być. Wiem o tym. Właściwie nie rozegrałem tam nawet sezonu, bo bardzo rzadko wychodziłem na parkiet. Na to jednak nie miałem żadnego wpływu. Starałem się jak mogłem, próbowałem wynieść z tych rozgrywek jak najwięcej się dało. Na pewno było to dla mnie jakieś doświadczenie; byłem wówczas sam, z dala od rodziny i przyjaciół, bez pieniędzy. Jak widać przetrwałem i odbudowywałem się w Treflu. Myślę, że teraz przyjdzie czas na ten porządny sezon. Wtedy pierwszy raz pomyślałem, czemu by temu gościowi nie zaufać, nie dać mu szansy? A Paweł to niezwykle sympatyczny człowiek, więc tym bardziej przekonałem się do jego osoby. Fakt, długo, bardzo długo musieliśmy czekać na odbudowę formy Kikowskiego, ale chyba warto było. Pamiętam także naszą rozmowę po meczu z Polpharmą, kiedy były reprezentant Polski zagrał pierwszy dobry mecz w lidze w barwach Energi Czarnych. Wcześniej było kilka wręcz katastrofalnych i właśnie po tym dużo lepszym już myślano, że forma sprzed lat wraca. Wówczas także po raz pierwszy w historii słupskiej Gryfii na trybunach rozległo się głośne "Paweł Kikowski". A co o tym mówił sam zainteresowany? -Wiem, że zawodziłem na początku sezonu, ale ja się nie poddaję. Ciężko pracuje każdego dnia, trenuje i staram się być coraz lepszym koszykarzem. W każdym meczu daje z siebie wszystko Wiadomo, nie zawsze mi to wychodzi, a pech chciał, że było tak kilka spotkań pod rząd. Mam jednak nadzieję, że to już przeszłość i moje nazwisko jeszcze nie raz będzie skandowane na trybunach Gryfii. To bardzo miłe uczucie. Czyż postawa Kikowskiego nie była godna podziwu?

Za przełomowy moment, kiedy już można było zauważyć progres formy Pawła, uznałbym mecz w Warszawie. Nie wielu miało okazję na nim być, a statystycznie spotkanie w wykonaniu rzucającego Czarnych Panter wyglądał dość słabo, jednak zapewniam Was, iż właśnie wtedy postawa Kikowskiego bardzo pomogła zespołu. Potem było jeszcze kilka dobrych meczów przeplatanych ze słabszymi, ale ten prawdziwy Kiko, ze swoich najlepszych sezonów, pojawił się dopiero teraz. I mimo że wciąż wiemy, iż Pawła stać na dużo więcej, to praca jaką wykonuję Kikowski może nas, kibiców Czarnych, jak najbardziej zadowalać. Naprawdę, uwierzcie w tego chłopaka, bo w tak ambitnych zawodników wierzyć warto. Wiem, że sam nie trzymam się tej zasady, ale staram się dążyć do tego, by podobnie jak w przypadku Kikowskiego, wierzyć i w pozostałych. A Pawłowi chciałbym życzyć dalszego tak profesjonalnego podejścia do koszykówki, samych zwycięskich meczów i wymarzonej formy, która miejmy nadzieję, że właśnie nadchodzi. Jak to można znaleźć w jednym z działów na forum słupskich kibiców - "Paweł My Wierzymy!"

czwartek, 2 lutego 2012

Czapki z głów...

...w stronę Zarządu AZS-u Koszalin, który w ramach wielkiej wdzięczności dla swoich kibiców za "znakomitą postawę podczas ostatnich meczów w Hali Gwardii", zdecydował się nie podwyższać ceny biletów na mecz derbowy z Czarnymi Słupsk. Zaznaczam - nie podwyższać.

Widać wdzięczność niebywała przemawiała za władzami akademickiego klubu. Tyle że ja, na miejscu akademickich kibiców, za taką wdzięczność bym się wstydził. Najzwyczajniej w świecie. Bo po co, jeśli już mówimy o owej wdzięczności, ceny biletów obniżać, skoro można pozostawić je bez zmian.

Zarządowi klubu gratulujemy specyficznego poczucia humoru. No i specyficznej wdzięczności, rzecz jasna. Swoją drogą specyficzny jest ten Koszalin. Szkoda tylko, że przyjezdnym, jak co roku, bilety udostępnia się po kosmicznych cenach. Bo niecodzienną jest sytuacja, kiedy za wejściówkę na mecz koszykówki w Polsce trzeba zapłacić aż 45 złotych. Szczególnie, kiedy mecz rozgrywany jest w hali, która łudząco przypomina salę gimnastyczną...
"Serdecznie informujemy, iż decyzją Zarządu AZS Koszalin S.A. ceny biletów na spotkanie derbowe z Energą Czarnymi Słupsk nie ulegną podwyższeniu jak pierwotnie planowano. Powyższa decyzja została podjęta w związku ze znakomitą postawą sympatyków naszego klubu podczas ostatnich meczów w Hali Gwardii."


środa, 1 lutego 2012

Cheerleaders Asseco Prokom w "M jak Miłość"!

Przepiękne cheerleaderki Asseco Prokomu zwiedziły już wiele zakątków świata, ale w serialu jeszcze nie wystąpiły. Do wczoraj. Ich debiut miał miejsce w jednej z najpopularniejszych polskich produkcji telewizyjnych, stałym bywalcu poniedziałkowych i wtorkowych wieczorów milionów Polaków - "M jak Miłość"

Jak wypadł ich debiut? Oceńcie sami!