"Z informacji jakie posiadam wynika, że przed meczem sześciu kibiców, którzy byli pod wpływem alkoholu z powodów bezpieczeństwa widowiska nie zostało wpuszczonych przez służby porządkowe na mecz. Zajście, o którym panpisze, polegało jedynie na umieszczeniu kilku niezdyscyplinowanych kibiców przyjezdnych w autobusie, którym przyjechali do Słupska. Z moich informacji wynika, że nie chcieli oni tego zrobić. Miejsce mieć miały jakieś głośne przepychanki słowne pomiędzy kibicami, jednak wszystko zakończyło się decyzją o umieszczeniu ich tam przez policjantów. Funkcjonariusze w sposób adekwatny do sytuacji użyli siły fizycznej i perswazji słownej. Nie zgłaszano żadnych negatywnych skutków tego działania"Myślę, że to wszystko z mojej strony.Serdecznie pozdrawiam,Karol.
wtorek, 20 marca 2012
Policja o meczu
Wielką dyskusję, także na blogu, wywołało zachowanie kibiców podczas, jak i zaraz po niedzielnym meczu Energi Czarnych Słupsk z Anwilem Włocławek. Fani nawzajem obwiniali się za atmosferą, jaka panowała wokół meczu. Na różnego typu forach trwa dyskusja na temat prezentowanego poziomu kibicowskiego, a także tego, co miało się wydarzyć zaraz po meczu. Moją opinię w sprawie całego zajścia wyraziłem wczoraj i wywołała ona dość sporo kontrowersji wśród kibiców z Włocławka. Nie opisałem zaś sytuacji, która miała mieć miejsce tuż po meczu poza halą , gdyż po prostu nie byłem jej świadkiem. Wielu jednak stawiało zarzuty wobec mojej osoby, jakobym miał umyślnie pominąć tę kwestię, w związku z "bronieniem" kibiców miejscowych. Otóż nie. W związku z odparciem na owe zarzuty postanowiłem zaczerpnąć informacji na temat niedzielnego zajścia u Rzecznika Prasowego Komendy Miejskiej Policji w Słupsku, Pana Roberta Czerwińskiego.
poniedziałek, 19 marca 2012
Gdzie jest granica?
Koszykówka to nie piłka nożna - hala to nie stadion. Jednak co z tego, kiedy coraz częściej jesteśmy świadkami, czy też słyszymy, o skandalicznych zachowaniach kibiców podczas meczów koszykówki. Nie chodzi już tylko o obustronne wyzwiska między fanami, które miejsce mają bardzo często i szansa na wyeliminowanie ich jest znikoma, ale objawy wręcz kibolskich zachowań. Bo już nie tylko nie wypada, a wręcz nie dopuszczalnym jest akt przemocy słownej wobec kobiety. Jak można nazwać koszykarkę "kurwą", "suką" czy "prostytutką" tylko dlatego, że gra dla wrogiego klubu? A tak właśnie miało być przy okazji sobotnich derbów Łodzi, kiedy to w ramach 26. kolejki PLKK ŁKS podejmował Widzew.
O sprawie dość głośno zrobiło się dzięki listowi jednej z kibicek z Śródmieścia, która oburzona zachowaniem kibiców postanowiła napisać do redakcji Gazety.
"Jako kibicka koszykówki, od lat śledzę mecze koszykarek w regionie łódzkim. Sympatyzuję zarówno z Widzewem, Łódzkim Klubem Sportowym, czy też PTK Pabianice.Wybrałam się też na ostatni mecz derbowy łódzkich klubów. Jestem zaskoczona i równocześnie zażenowana tym, co zobaczyłam i usłyszałam w tym dniu, z trybun hali przy al. Unii. Staram się rozumieć waśnie pomiędzy kibicami różnych klubów, ale nie potrafię - a nawet nie chcę pojąć - jak można było krzyczeć do kobiet, koszykarek: "jazda z kurwami", "prostytutki, ladacznice", "ssij". Tych synonimów było jeszcze znacznie więcej. Zaszokowało mnie również to, że kobiety - koszykarki były opluwane przez kibiców. No właśnie, czy tych ludzi można nazwać kibicami....Wielkie święto, wielkie emocje i wielki smutek siatkarzy PGE Skry Bełchatów. Zobacz zdjęcia z przegranego finału Ligi Mistrzów!Nie wiedziałam o tym, ale na stronie www.widzewkosz.pl przeczytałam, że jeden z mocno słaniających się na nogach "kibiców" zaatakował jednego z działaczy.Patrzę na to wszystko i załamuje ręce! Koszykówka to piękny sport i emocje na trybunach są potrzebne, ale chyba są jakieś granice dobrego smaku?"
Pisząc o granicy dobrego smaku przytoczę także wydarzenie choćby z wczorajszego spotkania Energi Czarnych z Anwilem Włocławek, na które zawitało słynne już włocławskie "H1", w liczbie około dwudziestu kilku. Pominę ich gołe klaty, które ponad 2,5 tysiąca słupszczan musiało oglądać przez część spotkania, bo to temat sporny - jednym to nie przeszkadza, innych razi. Ja osobiście nie mam nic przeciwko. Chodzi przede wszystkim o to, co działo się zaraz po zakończonym meczu. Po wyzwiskach wypływających z sektora zajmowanego przez fanów Anwilu, odpowiedzieć postanowili słupszczanie. Także wyzwiskami. A te tak zdenerwowały włocławskich kibiców, że Ci postanowili przejść do rękoczynów. Na szczęście im się to nie udało, gdyż wybiegających z miejsc powstrzymała ochrona. Do poziomu dostosowała się także część koszykarzy Rottweilerów. Jedni coś tam krzyczeli, drudzy pokazywali przeróżne gesty; od zwykłych buziaków aż do środkowych palców. Słupscy fani odwdzięczyli się tym samym, choć w trakcie spotkania także było słychać docinki w stronę zawodników przyjezdnych. Mimo wszystko sportowcom, a tym bardziej reprezentantom Polski, takie zachowanie absolutnie nie przystaje. Do jakiś tam zajść między kibicami miało za to zajść poza halą, ale tego świadkiem nie byłem. Słyszałem tylko z opowieści. A opowieści i teorie są różne. Często bywają nie prawdziwe.
Wyzwisk z hali się nie wyeliminuje. Pisząc szczerze, mnie osobiście one specjalnie nie rażą - podgrzewają atmosferę, czynią mecz jeszcze bardziej widowiskowym i emocjonującym. Jednak zdecydowanie trzeba znać pewną granicę. Granicę zdrowego rozsądku. Za to jakimkolwiek oznakom przemocy fizycznej mówię zdecydowane NIE! Fani, którzy dopuszczają się choćby najmniejszych z możliwych burd, absolutnie zasługują na natychmiastowe kary. Szkoda również, że dosłownie w kilka chwil zaledwie kilkanaście osób może wyrobić tak niechlubną opinię kilku tysiącom ludzi. Grupie, która od lat znana jest ze świetnego dopingu. I dotyczy się to wszystkich z nas. Apeluje więc, abyśmy nie czynili z boisk koszykarskich, tych stadionowych.
Pozdrawiam,
Karol.
wtorek, 13 marca 2012
Ambicje Pacesasa
Dziś wpis wyjątkowy, bo rzadko zdarza się, abym o Tomasie Pacesasie pisał w aspekcie pozytywnym. Jednak pomijając moje wszelkie uprzedzenia do Litwina, to muszę się przyznać, iż były już szkoleniowiec Asseco Prokomu w jednej kwestii bardzo mi imponuje. Jest typem człowieka niezwykle nieustępliwego, a ja zazwyczaj takich ludzi sobie cenie, co nie oznacza, iż Pacesas do tych "cenionych" się zalicza. Po prostu, imponuje mi.
Najmniej interesuje mnie w tej chwili to, czy Litwin w postawie jaką prezentuje ma jakiekolwiek interesy. Nie ważnym wydaje mi się fakt, czy chce się na kimś odegrać, a jeśli tak, to za co. Nie obchodzi mnie to. Przynajmniej na tą chwilę. Ważne jest, że jako jedyny z liczących się w środowisku koszykarskim głośno mówi o tym, co ważne dla polskiej koszykówki. A mówi o bagnie, w jakim obecnie znajduje się ten piękny sport, jednocześnie narażając się tym najwyższym. Zresztą teraz to oni mogą go, co najwyżej pocałować w przysłowiowe "cztery litery". Martwi mnie jednak to, że w tej nierównej walce z PZKosz Pacesas jest sam. A przynajmniej nikt głośno go nie popiera, a tym bardziej nie angażuje się w tej kwestii tak, jak nowy Dyrektor Wykonawczy VTB. Przykre to, ale prawdziwe. Rozumiem, gdyby w Związku było przynajmniej choć odrobinę normalnie, a polska koszykówka choć trochę zyskałaby na jakości. Ale oto chodzi, że jest tragicznie. I nikt z tych "liczących się" najwyraźniej tego nie zauważa. A przynajmniej nie chce zauważać...
Pacesas od dłuższego czasu atakuje PZKosz i odkrywa coraz to bardziej sensacyjne fakty dotyczące Związku. Ten jednak na ataki Litwina nie miał i nie ma zamiaru odpowiadać. PZKosz ma za sobą "niezależnych" dziennikarzy, o których wspomina dziesięciokrotny mistrz Polski, zaś przeciw sobie kibiców, których coraz większa część domaga się zmian w strukturach PZKosz. Fani wyraźnie nie są zadowoleni z działań Prezesa Bachańskiego, o czym świadczyć może chociażby ostatnia ankieta przeprowadzona na blogu, w której aż 74% głosujących domaga się jego dymisji.
Co tak naprawdę udało się dotychczas osiągnąć Grzegorzowi Bachańskiemu, jako Prezesowi PZKosz? Oprócz organizacji żeńskiego EuroBasketu, który okazał się totalną klapą, i wprowadzenia ligi kontraktowej, która do dziś wzbudza wśród kibiców wiele kontrowersji, tak naprawdę nic. Są za to konflikty z kibicami, zupełnie stracony prestiż rywalizacji o Puchar Polski, znienawidzony Asseco Prokom i długi, potężne długi. Takie, że PZKosz był zmuszony pożyczyć aż 700.000 złotych od klubów z ekstraklasy i I ligi. Klubów, z których jeden walczy o mistrzostwo Polski (Turów Zgorzelec), a drugi o awans do ekstraklasy koszykarzy (Rosa Radom). Nie bez przyczyny Tomas Pacesas zapytał więc na swoim blogu Grzegorza Bachańskiego o to, ile kosztuje realizacja tych dwóch celów u jego osoby. Wielu się śmieje, że o to samo można zapytać Pacesasa, tyle tylko, że ile owe tytuły kosztowały, kiedy prezesem był jeszcze Roman Ludwiczuk.
Pomijając kwestię owych zapytań. Do czego musiało dojść w polskiej koszykówce, aby PZKosz na czele z Prezesem Bachańskim musiał pożyczać pieniądze od klubów podlegających Związkowi. Wstyd i kompromitacja to za mało powiedziane. I dlatego mocno zaciskam kciuki za Tomasa Pacesasa, bo kto wie, może to ostatnia deska ratunku i nadzieje na to, że będzie lepiej...
Walcz Tomas, walcz!
piątek, 9 marca 2012
Co się dzieje z Polpharmą?

Katastrofa. To będzie chyba najlepsze określenie tego, co prezentuje obecnie swoją grą Polpharma Starogard Gdański. Gdzie się podziała drużyna, która jeszcze dwa sezony temu osiągnęła największy sukces w historii kociewskiej koszykówki? Gdzie się podziała drużyna, która jeszcze sezon temu sięgnęła po - wówczas jeszcze prestiżowy - Puchar Polski? Gdzie się podziała drużyna, która wraz z początkiem trwających rozgrywek, a w zasadzie to na chwilę przed ich startem, rozprawiła z kwitkiem obecnego mistrza kraju i zdobyła Superpuchar Polski?
Co się dzieje z Polpharmą? Co się dzieje ze starogardzką koszykówką? W czym, a może w kim, tkwi problem? Te pytania z pewnością nurtują nie jednego kibica Polpharmy, ale nie tylko jej samej. Jedno jest pewne - wśród farmaceutów przyszła pora na poważne zmiany. Szkoda tylko, że takiej potrzeby nikt nie potrafił zauważyć dużo wcześniej, kiedy była ona i widoczna i był na nią czas. Szkoda także, że problemu jako tako nie dostrzega Prezes Olszewski. Szkoda, że sami zawodnicy nie przywiązują wagi do tego, że są ludzie, którym naprawdę zależy. I szkoda Wojciecha Kamińskiego, który de facto musi brać za to wszystko odpowiedzialność, choć sam jest w tej sytuacji najmniej winny. Jednak kibice o tym wiedzą. A on wie, że ma ich poparcie. Zresztą szkoleniowiec Polpharmy jako jedyny potrafił wyjść do fanów, porozmawiać z nimi, wytłumaczyć i po raz kolejny przeprosić; za kolejną porażkę, za kolejną haniebną postawę swoich podopiecznych i za kolejne konflikty, które powstają na linii Kibice-Klub. Zresztą sam Kamiński był nawet wstanie podać się do dymisji. Gdyby było tego mało, sam taką opcję miał zaproponować. Zarząd na szczęście na to nie przystał.
Drużyna gra bez ambicji, bez woli walki. Prezentuje się tak, jakby wyjście na parkiet było dla każdego z graczy karą za nieodrobioną pracę domową. A takich zawodników nie chce się oglądać! Swój sprzeciw w tej kwestii wyrazili już podczas ostatniego meczu Polpharmy kociewscy kibice, którzy w ramach protestu najpierw czytali w trakcie spotkania gazety, jak i zajadali się popcornem, by wraz z początkiem czwartej kwarty w demonstracyjny sposób opuścić halę. I może to i dobrze, chociaż oszczędzili sobie wstydu związanego z kolejną kompromitującą porażką swojej drużyny.
Tego typu protesty zawsze wywołują dyskusję, czy aby na pewno jest to dobry sposób do wylewaniu swojej złości, swojej frustracji, swoich żalów. Wielu spontaniczności tego typu akcji nie popiera, ale nie ja. Owszem, z drużyną jest się na dobre i na złe, ale co wtedy, kiedy ta drużyna nie prezentuje nic, co zasługiwałoby na jakikolwiek szacunek ze strony kibica? Co, jeśli koszykarz jest wstanie powiedzieć do - de facto - swojego kibica, "pieprz się"? Gdzie jest ta dopuszczalna granica? A co wtedy, kiedy na ratunek będzie już za późno...
Polpharma w trwającym sezonie już nic nie ugra. Takie są fakty. Istnieje jednak takie coś jak honor, i o niego apeluję do Władz klubu, jak i samych koszykarzy. A jak Ci nie mają już żadnych ambicji, to sezon proponuję dograć tymi zawodnikami, którym naprawdę zależy. A takich bez wątpienia jest co niemiara. Bo czasem liczą się nie tyle co umiejętności, a wola walki. I właśnie tej woli walki tutaj brakuje. Smutne to, ale prawdziwe.
Życzę powodzenia w powrocie o normalności, Diabły.
czwartek, 23 lutego 2012
Koszykówką Żyć - PROMO
Miło mi poinformować, iż kilkanaście minut temu premierę miało drugie video promujące mój blog. Za realizację zabrał się niezastąpiony Michał Farmas.
Zapraszam także do odwiedzania kanału bloga na YouTube!
A znajdziecie tam między innymi:
Subskrybuj:
Posty (Atom)